Penx – Fatality Lyrics

[Bridge]
Four, three, two, one… Fight!

[Zwrotka 1]
Podobno muszę przetrwać, być jak Liu Kang tu
Wkurwia mnie ten rap wokół, sama pedałówa, spójrz
Jestem z bloku, bronię swego zdania, sorry, więc
Póki mieszkam tu, serce bije w klatce; Johnny Cage
Nie mam ksywy na klacie, to dla mnie niezły bezsens
Nie muszę patrzeć na siebie, bo dobrze wiem, kim jestem
Musiałbym patrzeć w dół, to mi psuje plany
W sumie to tu mam parę ksyw na klacie, taguję ściany
Rany otwarte, zamknij mordę, weź się zaszyj w domu
Hajs, nici z planów, nie będzie Dolly, bo starczy klonów
Nie chcę być jebanym pionem na polu walki
Chcę, by ten styl wjechał w głowę i na pełnej porył bańki
Co do pionu, padniesz, no bo ja przecież twardo stoję
Mów mi Raiden, skurwysynu, skoro tak lecę na poziomie
No bo tak wjedzie, hardkor to jest, skoro sam wdepłeś w bagno, co jest
Odtąd, frajerze, jest stawką koniec, sława Was będzie bardzo boleć

[Refren x2]
To jest fatality, pierdolę brawa, typy
Reszta to banał, yhy, wjebałem granat w tryby
Usłyszysz zaraz krzyki, chcą robić hałas niby
Nie spalisz grama przy tym, tak rozpierdalam styki

[Bridge]
Test your might

[Zwrotka 2]
Powracam bronić się, dramat, kurwo, się boisz winy
Porażka boli, wiem, twoja wygrana boli innych
Wraca Skorpion, mam wrogów, nie będę stać za nimi
Mam takiego haka na was, że aż mi czacha dymi
On zawsze sieje problem, to raczej nie jest dobre
Ale się nie cofnę, wóda nocą, zieję ogniem
Lecę dalej, choć rano znowu Sahara w ryju
Kac morderca chce mi podciąć skrzydła; Baraka, ryju
Nie puszczam pary z ust, to ogień we mnie płonie ciągle
Jaram się, bo jestem w środku, mylę koniec z początkiem
Chcesz się wbić na feat, zamiast mnie wjedzie Baraka
Moje drugie ja, Ty kurwo w końcu będziesz w kawałkach
Się nakręcam do walki, przestań filmować się
Wyostrzam zmysły, zaraz spadnie Ci głowa psie
Kawał skurwysyna ze mnie, ostrze kły i gotów jestem
Pierdolę twe złote zęby, sam wygryzę konkurencję

[Refren x2]

[Bridge]
Final round

[Zwrotka 3]
Kitana wpada do mnie na kwadrat jak składam, kminisz?
Pyta się: jak tam? prostuję znowu wachlarz skilli
Chcę tu kiss of death, jak krzyczę “Pizdo, precz”
Dała paru typom wcześniej, już nie wyliżą się
Bardziej Sub-Zero niż kurwa ciepły chłopiec
Łapiesz to zdziro? wątpię, gaszę twój kiepski towiec
Palisz się ze wstydu, ja kuszę, abyś mi sprzedał duszę
Zimny skurwiel ze mnie, przez co, typie, zawsze na minusie
Sonya Blade wpadła do mnie, ściera tak ma w dowodzie
Ostra suka chciała wyjść, została na lodzie
Nie szukam sponsorek, wolę, jak stawiają opór
Nie biegam za kurwami, inni robią to dla sportu
Sam nie wiem, o co kaman, z samym sobą sztama
Na dziś dzień może wpłynąć na mnie tylko lodołamacz
Nie chcę się poprawiać, z wariatami bita graba ciągle
Wysoko oceniam swoich, z kurwami nie biję piątek
Piszą w gazetach o mnie, że znowu błądzę, kurwy
To nie życie na gorąco, często chodzę skuty
Mrozi im krew w żyłach, nie, bo to ciężkie akcje
Have a nice day, typie, have an ice day
Dojebałem łapy, wyrosły dwie kolejne
Goro, wpadnij w ręce mi, to gwarantuję, się rozerwiesz
Nic nie potwierdza reguły, bo chcę tych cweli zabić
Ty raczej tu zginiesz, kocie, jak spadniesz na cztery łapy

[Refren x2]

[Bridge]
Well done, hahahaha

Leave a Reply